Dobry wieczór, w nawiązaniu do dyskusji nt. uzasadnienia podwyżek dla posłów chciałbym przytoczyć pewną historię…
Pewnego dnia pewien poseł spotkał się z biznesmenem, który tego dnia wypłacił ze swojego konta 40k złotych (czterokrotność pensji posła). Na spotkaniu poseł dostał podarunek w postaci reklamówki. Teraz pytanie coby było gdyby ten poseł zarabiał 100k złotych. -Czy poseł przyszedłby odebrać łapówkę w wysokości 40% swojej miesięcznej pensji? -Czy biznesmen nie musiałby podarować czterokrotności pensji polityka czyli 400k złotych? -Czy biznesmenowi opłacałoby się wydać 400k złotych?
Jeśli ktoś nie widzi korelacji pomiędzy wysokością pensji, a łapówkami to nie mamy o czym dyskutować…
Nie wiedziałem, że zdobywanie Mont Everest może być tak nudne. To dość powierzchowna opinia, ale ten film mnie usypiał. Może to wina męczącego dnia, może to wina torpedujących mnie napisów, które burzyły kadry. Wersja w 3D nie powinna być z napisami- to duży błąd.
Oczywiście tak jak do chodzenia po górach (i ogólnie dążenie do celów) wymaga cierpliwości. Film był miejscami smaczny. Wzbogaciłem się o parę pysznych cytatów, kilka sytuacji spowodowało u mnie uśmiech na twarzy- in plus. Nie rozumiałem wspomnień z dzieciństwa, były nudne, szablonowe. Jednak bez nich nie dałoby się wytłumaczyć widzom co dzieje się z ludzką psychiką tam na górze.
Muzyka smakowała jak woda- po prostu jej nie czuć. Stroje, rekwizyty? W jednej scenie zauważyłem namiot typu igloo. Nie wydaje mi się, żeby wtedy istniały, ale nie dam sobie za to ręki uciąć. Czy główny bohater mógł dostrzec uśmiech kolegi poprzez buffa skoro firma powstała w 1994r? Jak na komercyjny film mało wtop, choć można posądzić kogoś o kryptoreklamę.
Film na pewno zrobi wrażenie na ludziach, którzy nie oglądali innych dokumentów o himalaizmie. Wtedy każda informacja będzie nowością i będzie ciekawy. Na pewno dokument jest najlepiej zrobiony od strony technicznej, ale myślę że to zasługa pieniędzy. Polscy himalaiści opowiadają ciekawiej i zgadzam się, z Panią Anna Milewską powinno się nakręcić film o polskich himalaistach. Nie jestem pewien czy akurat o zimowym Evereście, ale o wyścigu Kukuczki z Messnerem można zrobić niezły, bardzo ciekawy, wielopoziomowy dokument fabularny- co więcej miałby łatwiejszy zasięg.
NARCIARSKIE MAPY PLASTYCZNE TOWARZYSTWA KRZEWIENIA NARCIARSTWA 1933
Zawsze biorąc opakowanie bibułek Zig Zag zastanawiałem się kim jest śmieszny Pan o hipsterskiej urodzie i w jeszcze bardziej śmiesznej czapce godnej naszych czasów.
Okazuje się, że był to światowej klasy odkrywca pokroju Archimedesa tyle że w branży tytoniowej.
Ten zabawny Pan to nikt inny jak dzielny wojak, który musiał się ubierać w arabskie ciuszki, ponieważ taka moda, panowała wśród mieszkańców górskiego plemienia w Algierii, z którą współpracowała (ba! Nawet miała tam kolnie) Francja w XIX w. Francja wysyłała swoich żołnierzy zwanych żuawami (fr. Zouave) w różne zakątki świata. Ten zarośnięty, biały MC Hummer wg. legendy zawędrował aż na Krym, aby lać się z Ruskimi.
Francuski żuław walczący podczas wojny krymskiej (1853–1856) podczas patrolu uniknął śmierci od armatniej kuli. Kula ta przeleciała tak blisko głowy dzielnego wojaka, że złamała fajkę, którą trzymał w ustach. Biedaczek tak się zestresował, że musiał dla ukojenia nerwów sobie zapalić, niestety fajka była roztrzaskana i nie nadawała się do palenia. W tym czasie do karabinów używano pocisków scalonych w papierowej osłonie nazywanej szabotem lub szpiglem. Żuław wydłubał z pocisku proch i napchał do niego tytoniu. Biedaczek mimowolnie dzięki swojej pomysłowości (lub uzależnieniu) zapisał się jako człowiek który wymyślił papierosa. Na jego cześć podobizna żuława stała się logiem francuskiej marki bibułek Zig Zag. Jak widać wojna z Ruskimi prowadzi czasem do czegoś dobrego. ;)
Ostatnio przerzuciłem się na czyste tytonie, więc chciałem je trochę urozmaicić. W wielkim mieście na półce ujrzałem truskawkowe bibułki cena dziwna, ale biorę…
Kiedy wyciągnąłem pierwszą bibułkę poczułem się jakbym wrócił do PRL, stary szary papier przypominający papier do pakowania paczek. W kryzysie z powodzeniem mógłby zostać wykorzystany przy dłuższej potrzebie. Grubość bibułki (a raczej owijki) od razu zapowiadała ciężkie palenie. Polizałem klej… Znowu PRL ten papier nie ma nic wspólnego z truskawkami co najwyżej z ohydnymi truskawkowymi landrynkami wyprodukowanymi w tajnej rosyjskiej bazie o nazwie “UJ wie co sp. z o.o.” Swoją drogą mogliby wymyślić znaczki na listy z o smaku borówkowym, wiśniowym i o smaku smalcu lub polskiej kiełbasy.
Bibułka pod światło.
Bądź co bądź zwijam, odpalam…
Smak truskawki jest bardzo słabo wyczuwalny, głównie w jęzorze utrzymuje się smak palonej bibuły oraz topionych landrynek. Z trudnością dotarłem do filtra. Nie polecam nikomu na tym skręcać niczego innego jak jointów. Równie dobrze można użyć starej gazety do skręcania szlugów. Klej jest bardzo słaby, papier nawet po wyschnięciu skręta potrafi się rozwinąć podczas palenia.
Jedyne czym przekonuje ta bibułka to aspekt estetyczny, są naprawdę ładne… Niestety to jedyna ich zaleta.
Moja ocena: 1/10.
Widzę góry.
Będąc jeszcze studentem napisał jednoaktową operę Aleko, za którą otrzymał złoty medal w kompozycji, swój I Koncert fortepianowy oraz zestaw utworów fortepianowych Morceaux de Fantaisie, który zawiera słynne Preludium cis-moll. Popularność tego napisanego przez Rachmaninowa w wieku 20 lat utworu zaczęła później drażnić kompozytora. Często kpił z publiczności, która prosiła o jego wykonanie, pytając „Och, czy muszę?” lub twierdząc, że nie pamięta żadnego innego utworu.“